niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 30 "My life and love ?"

Potem przyszedł Tom. Potem weszli twoi rodzice. A ja cały czas siedziałam za szybą i patrząc na ciebie płakałam. Potem ich wszystkich wygoniłam, bo widziałam, że nie mają siły. Nie mają siły już patrzeć na mnie. Na ciebie. Na siebie. Tak było przez 5 dni. Byłam przy tobie cały czas. Nic nie jadłam. Nic nie robiłam takiego co dawałoby mi miano człowieka? Kobiety? Moja mama kilka razy próbowała mnie stąd zabrać. Ale nic z tego. I nie obchodzi mnie, że pewnie byś mi na to nie pozwolił. Ja chciałam być przy tobie. Czy ty wiesz, jak mnie zraniłeś? Czy ty wiesz jak mnie teraz ranisz? Jak ja teraz cierpię i cierpiałam? Ale nie martw się. Już ci wszystko wybaczyłam. I wybaczam. Przesiedziałam na tym twardym krześle całe dnie i noce cały czas trzymając cię za rękę. Czasami ściskałam mocniej mając nadzieję, że to pomoże i się obudzisz. Skoro nic ci nie było to dlaczego nie otworzysz tych swoich błękitnych oczu? Dlaczego się do mnie nie uśmiechniesz? Bo to moja wina. Chcesz umrzeć, bo myślisz, że ja umarłam. Proste. Wiem.

*Chris*

Czułem, jak ktoś ściska moją rękę. Pewnie mama. Jeśli otworzę oczy będą wiedzieli, że żyję. Ale ja nie chce żyć. Skoro jej nie ma mnie też nie powinno. Dlaczego pozwoliłem jej tak łatwo uciec? Tak łatwo poddać? Chcę teraz umrzeć, ale nie mogę. Bo żyję i oddycham. Nie będę przecież spać i leżeć tu udając, że nie żyję przez całe wieki. Chociaż tak właśnie się czuję. Czuję, że nie żyję, bo jej tu nie ma. I nie będzie. Teraz trzeba będzie skoczyć z dachu. Otworzyłem oczy. Mój wzrok utkwił w białej ścianie. Nie chciałem, żeby tu ktoś wchodził. Chciałem zostać sam. Nasłuchiwałem czy ktoś kto trzyma mnie za rękę się odezwie i wpadnie w radość, że żyję. Ale nikogo nie słyszałem. Nikogo. Odwróciłem głowę. Zobaczyłem jakąś blondynkę. To ona ściskała mnie za dłoń. Była strasznie wychudzona. Zmęczona. Spała. Przyjrzałem jej się dokładniej. Boże! To była Holly! To naprawdę ona! Nie mogłem w to uwierzyć. Pomimo wykończenia wyglądała pięknie. Ona tu jest! Siedzi, a raczej śpi na tym krześle. I jest przy mnie. Miałem ochotę wyskoczyć z łóżka, wziąć ją na ręce i zabrać na jakąś wyspę i nie pozwolić jej już nigdy uciec. Mieć ją dla siebie i już nigdy jej nie stracić. Poruszyła się i podniosła. Była cała zapłakana.

*Holly*

Czułam, jak ktoś zaczął się poruszać. Ja tu zasnęłam. I teraz się obudziłam. Nic dziwnego. Powoli się podniosłam. Podniosłam wzrok na Chris’a wiedząc, że zobaczę go śpiącego. Jednak nie. Mało co nie spadłam z krzesła z przerażenia? radości? Sama nie wiem. Leżał tak jak leżał. Tyle, że miał w sobie mnóstwo energii. Patrzył się na mnie z taką troską i miłością i tym urzekającym wzrokiem. Miał szeroki, a zarazem cwaniacki uśmiech.
- Stęskniłaś się? – szepnął mi do ucha. A ja nie patrząc na nic rękoma przyciągnęłam go do siebie. Wtuliłam się w niego jak nigdy. Zaczęłam płakać. A co by było gdyby nie przeżył co? Umarłabym w tym szpitalu. Teraz chciałam tak go przytulać przez tyle dni, ile go odpychałam i go przy mnie nie było. Jejku jak ja go kochałam!!
- Ej bo mnie udusisz ślicznotko! – zaśmiał się. Oderwałam się od niego i blado uśmiechnęłam. Chyba nie zauważył, że płakałam, bo od razu posmutniał. – Już wszystko dobrze.
- Nie – zaprzeczyłam.
- Dlaczego?
- Bo mogłeś umrzeć i to przeze mnie.
- Wcale nie. Tylko gdzieś ty była? Wiesz jak ja się czułem? Myślałem, że cię straciłem na zawsze!
- Ja też tak myślałam i nawet nie każ mi tego jeszcze raz przeżywać, bo nie przeżyję. Sami jesteśmy sobie winni.
- Masz rację. Ale nadal mnie kochasz? – szeroko się uśmiechnęłam.
- Tak.
- Ufff… To dobrze – do sali wpadli rodzice Chris’a. Zostawiłam ich samych. Wyszłam na korytarz. Zobaczyłam tam mamę. Moją mamę. Była szczęśliwa, ale po chwili zamiast szczęścia pojawiło się zmartwienie. Spojrzałam na nią pytająco.
- Dziecko jak ty wyglądasz!
- Oj mamo…
- Nie ma mamo! D
o domu! Natychmiast! Chris niedługo pewnie wyjdzie. Musisz się ogarnąć.

- Ehh… - westchnęłam i popatrzyłam się na Chris’a. Poszłam za mamą. Fajnie było poczuć na sobie chłodną wodę spływającą po ciele. Potem poszłam się przebrać. Zeszłam do kuchni i pochłonęłam chyba 4 naleśniki. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. 




__________________________________
Koniec nudów ;3
Jak Wam się podoba?
Chyba może być, ale czekam na Wasze opinie ! :*

poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 29 "My life and love?"

Stanęłam naprzeciwko szarych drzwi. Co tam było? Czego mogłam się tam spodziewać? Nie miałam pojęcia. Chyba się bałam. Tak bałam się co tam zobaczę. Położyłam rękę na klamce i lekko ją nacisnęłam, a po chwili od nich odskoczyłam. Nie. Nie dzisiaj. Nie sama. Odeszłam i dokończyłam porządki. Kiedy zamykałam ostatnią już szafkę usłyszałam dźwięk telefonu. Od tamtego sms’a od Chris’a mój telefon się nie odzywał. Poszłam sprawdzić kto to może być. Na ekranie wyświetliło się imię Tom. Zapominając o wszystkim odebrałam jakby nigdy nic. Dopiero gdy zorientowałam się, że to zrobiłam o mały włos nie upuściłam komórki.
- Halo? Holly? – odezwał się zdenerwowanym głosem. Nic nie byłam w stanie powiedzieć. A może bardziej nie wiedziałam co? – Holly?!
- J… Jes… Jestem – wyjąkałam.
- Gdzie ty jesteś kobieto? Wiesz co my tu przeżywamy?! Nikt już nie ma nadziei na twój powrót!
- Po co dzwonisz?
- Musisz wrócić. Natychmiast. Przyjedź do szpitala.
- Nie jestem chora. Wszystko ze mną okey.
- Nie o to chodzi. Nie odzywałaś się tak długo, że nawet policja nie dawała szans na odnalezienie cię. Chris też nie mógł nic zrobić. Był osłupiały, nic nie jadł, do nikogo się nie odzywał. Wczoraj w nocy pojechał na wyścigi. Dzisiaj już leży w szpitalu. On chciał się zabić rozumiesz? – upuściłam telefon. Co takiego? Czy naprawdę? Naprawdę. To Chris. On tak potrafi. Ja to wiem. Natychmiast podniosłam telefon wrzuciłam go do torby z paroma innymi rzeczami po czym szybko zamykając drzwi wsiadłam do auta. Ruszyłam. Jechałam szybko. Wykorzystywałam każdy moment, żeby przyśpieszyć. Nie obchodziły mnie znaki, prawa, zakazy itd. Chciałam być z nim. Przy nim. Powiedzieć, że go kocham. Powiedzieć, że go kochałam. Wiedzieć, że z nim wszystko w porządku. Wiedzieć, że będzie ze mną mimo wszystko. Wiedzieć, że przeżyje. Wyskoczyłam z samochodu. Pobiegłam do wejścia. Ledwo wydyszałam pielęgniarce o co chodzi i udałam się w stronę do pokoju, a raczej najpierw korytarzu, na którym leżał mój chłopak. Mam nadzieję, że mój. Przed salą zobaczyłam jego rodziców, Nancy i Tom’a. Oparłam się rękami o szklaną ścianę, przez którą widziałam Chris’a. Łzy wyleciały mi błyskawicznie. Podszedł do mnie Tom.
- Holly.
- Co mu jest?
- Nie wiadomo. Nikt nam jeszcze nic nie powiedział.
- To źle?
- Nie wiem Holly – usiadłam na krześle. Jestem głupia i najgorsza na świecie. Podszedł do mnie ojciec Chris’a.
- To przez ciebie. To wszystko przez ciebie – zdołował mnie tym zdaniem. Miałam ochotę się zabić. Tutaj na jego oczach. – To ty wciągnęłaś go w te wyścigi!
- Co?! Ja? Ja próbowałam go z tego wyciągnąć – krzyknęłam, a jego chyba zamurowało. Odszedł. Zamiast niego podeszła mama chyba nadal mojego chłopaka. Chyba.
- To nie twoja wina Holly.
- Moja.
- Nie. Dobrze, że się znalazłaś – uspokoiłam się. Popatrzyłam jej w oczy. Dopiero teraz zauważyłam jej matczyną troskę, ogromne wory pod oczami i ogromne przemęczenie. Współczułam jej i mojej mamie, bo pewnie teraz wygląda tak samo.
- Tom?
- Tak Holly?
- Powiadom moją mamę, że jestem z tobą, dobrze?
- Jasne.
- Dzięki – zerwałam się na równe nogi. Powodem był lekarz. Wpatrywałam się w jego usta i oczy po prostu w twarz, jakbym chciała z nich wyczytać to co zaraz nam powie. Albo i więcej. Wbiłam w niego swój wzrok.
- Muszę państwu powiedzieć, że…
- Że co? – nagle mi się wyrwało. Nie planowałam tego, ale zamiast mówić raz dwa o co chodzi ten człowiek to przedłużał.
- Że nasz pacjent jest w stanie nijakim – dokończył. Że co do cholery? W jakim? N – I – J – A – K – I – M ?!
- Co to niby znaczy? – znowu wypaliłam.
- Chris jest lekko poobijany. Nie ma większych obrażeń. Jego organizm jest wykończony, ale ma szansę się podnieść. Tylko, że to nie zależy od nas. To zależy od niego. Mam przeczucie, że jego organizm nie chce już żyć i dlatego ma ochotę się poddać. Nie wiem dlaczego, ale tak myślę. Cały czas podajemy mu kroplówkę i wszystko co potrzebne mu do przetrwania. Możecie państwo go odwiedzić. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze – odszedł. Popatrzyłam na wszystkich po kolei. Nikt chyba nie był w stanie tam wejść, więc zrobiłam to ja. Usiadłam w białej Sali na czarnym krześle. Popatrzyłam się na niego. Wyglądał jakby tylko spał. Więc skoro śpi, niech się wreszcie obudzi. Dla mnie. Bo tu jestem i go kocham. Złączyłam nasze dłonie. I zaczęłam szlochać.

- Chris jestem tu, słyszysz? – wyszeptałam - Obudź się i na mnie popatrz tym swoim wzrokiem. Proszę. Chcę, żebyś wiedział, że tu jestem i nadal cię kocham. Bo kochałam. Kocham. I już zawsze będę kochać. Wiec nie odchodź. Proszę. Chris. Proszę. Nie opuszczaj mnie. Przecież obiecałeś, prawda?

___________________________
Już ostatni rozdział tych nudów kochani ;)
Trzymajcie się cieplutko ! <3

wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 28 "My life and love ?"

Rano wstałam i pierwsze, co zobaczyłam to cienka, czerwona kreska na mojej ręce. Boże ja to zrobiłam?!
Jestem idiotką. Największą na świecie. Pobiegłam do łazienki, żeby zmyć zaschniętą krew. O mały włos nie stanęłam na rozbite lustro. Weszłam pod prysznic i umyłam całe ciało. Zmieniłam ubrania na czyste, a tamte w krwi w płaczu podarłam i wyrzuciłam. Potem posprzątałam cały bałagan. Stanęłam na środku kuchni i usłyszałam głośne burczenie. Wiedziałam o co chodzi. Ale w lodówce nic nie było. No bo jakim cudem miałoby być? Przyjeżdżamy tu tylko w wakacje. Nikt tu na stałe nie mieszka. A szkoda… Założyłam buty i poszłam do ogrodu. Ogórki, pomidory, sałata, koperek, cebula, ziemniaki, truskawki, jabłka, porzeczki, maliny, borówki! Okey, miałam już co jeść. Wróciłam do domu po miseczkę, a za chwilę miałam ją wypełnioną po brzegi truskawkami i borówkami. Mniam. Spędziłam tu już dwa tygodnie i nadal niczego nie wymyśliłam. Nadal nie wiedziałam co mam zrobić ze swoim życiem. Któregoś dnia poszłam do pokoju babci. Rozejrzałam się dookoła. Stwierdziłam, że trzeba tu ogarnąć. Na początku planowałam tylko ogarnąć, ale wzięłam się za porządne porządki. Zdjęłam firanki i wrzuciłam do pralki. Pościerałam kurze. Otworzyłam jedną z szaf. Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy to czarne pudełko. Z biały napisem. Tym napisem było moje imię. Zdziwiona usiadłam na łóżko. Uchyliłam pudełko jakbym bała się, że coś z niego wyskoczy. Zobaczyłam biel. Zdjęłam pokrywkę i wzięłam do ręki kopertę. Otworzyłam ją, a potem natychmiast zamknęłam. Czy to dla mnie? Czy babcia zostawiła to mi? Mogłam się tego dowiedzieć tylko otwierając tą kopertę. Mama o tym na pewno nie wiedziała. Nie była w stanie przeglądać rzeczy babci. W końcu to jej mama. Na jej miejscu też bym tak się zachowywała. Otworzyłam kopertę i wyciągnęłam z niej złożoną kartkę. Rozłożyłam ją i zaczęłam czytać:

Kochana Holly !
Pewnie już dawno umarłam, prawda? Na pewno, bo inaczej byś tego nie czytała. I pewnie teraz sprzątasz mi pokój, jesteś u mnie teraz, bo chcesz uciec przed otaczającym Cię światem? A głównie chodzi o tego chłopaka, tak? Nawet się nie zastanawiaj skąd to wiem, ja Cię po prostu znam lepiej niż własna matka córkę. Kochanie, jeżeli go kochasz wybacz mu. On na pewno kocha Ciebie. Ty nie wybierasz byle kogo. Uwierz mi. Nie będziesz już cierpieć. Dużo w życiu przeszłaś, a przecież jesteś jeszcze młodziutka. Szkoda i jego i Ciebie. Nie możesz tak dalej. Zasługujesz na szczęście i prawdziwą miłość, a tylko on może Ci ją dać. Mogę się mylić. Każdy może. Ale w to wątpię, że się pomyliłam. Pamiętasz dziadka? On też był moją pierwszą i ostatnią miłością. Nie widziałam świata poza nim. Pewnego dnia mnie zranił. Bałam się mu wybaczyć, a może nie umiałam? Ale w końcu się pozbierałam. On się wytłumaczył i mu uwierzyłam. Wybaczyłam mu i nie żałowałam. Wiesz kochana dlaczego? Bo bez niego nie potrafiłam żyć. Dławiłam się własnymi łzami. Wtedy już na zawsze byliśmy szczęśliwi. Wy też możecie. Bez względu na to czy jest on pierwszy czy drugi czy ostatni. Nie chcę patrzeć z góry na Ciebie jak się teraz nad sobą użalasz i nie wiadomo, co ze sobą robisz. Posłuchaj się swojej starej dobrej przyjaciółki babki. Pamiętasz te szare drzwi? Nigdy nie pozwalałam ci tam wejść. Ale ty nigdy nie próbowałaś tam wejść. Zawsze się mnie słuchałaś. Ale Ty chyba po prostu bałaś się tam wejść, albo czułaś, że jeszcze nie powinnaś. I masz rację. Nie byłaś jeszcze dojrzała. Teraz możesz. Masz moje pozwolenie i to na piśmie. Chciałabym wejść tam z Tobą, ale już za późno. Ale ja tam będę z Tobą. Obiecuję. To chyba tyle. Ode mnie. Więcej dowiesz się za tymi szarymi drzwiami. Bardzo mocno cię kocham wnuczko. Jesteś najpiękniejszą i najcudowniejszą dziewczyną, jaką znam. Dziadek też tak sądził. Zawsze kieruj się głosem serduszka.

Stara dobra przyjaciółka babka

___________________________
Hej hej misiaki ! ;*
Dawno nie wstawiałam, wiem :(
Teraz będzie kolej na straszego bloga, potem na fb i potem znowu wracam tutaj i tak w kółko :)
Rozwala mnie ten tekst ' stara dobra przyjaciółka babka' xD
A Was?

SKOMENTUJ :*

środa, 30 kwietnia 2014

Rozdział 27 "My life and love ?"

Dan tak jak obiecał, tak i został. Cały dzień płakałam w jego ramionach. Próbował mnie pocieszać, ale jednocześnie wiedział, że to nic nie da. Cieszyłam się z jego obecności. Miałam się do kogo przytulić, poczuć czyjąś obecność blisko siebie. Jednak wolałabym, żeby przy mnie był Chris. Wolałabym, ale jeszcze nie mam sił mu wybaczyć. Wieczorem Dan musiał wracać. Niestety. Znowu zostałam sama. Kiedy już wszyscy spali wzięłam kartkę i napisałam:

NIE WIEM ILE MNIE NIE BĘDZIE.
WRÓCĘ. OBIECUJĘ, A WY OBIECAJCIE, ŻE NIE BĘDZIECIE SIĘ MARTWIĆ.
JESTEM BEZPIECZNA. KOCHAM WAS.

Z torebki mamy wyciągnęłam kluczyki od samochodu i wyszłam. Wsiadłam do auta i odpaliłam silnik. Ruszyłam. Wiedziałam, gdzie mam jechać. Było tylko jedno takie miejsce, gdzie mogłam pobyć sama i nikt mnie tam nie znajdzie. Byłam śpiąca. Ciężko mi było jechać, ale musiałam być ostrożna. Przez moją senność, jechałam 2 godziny, co powinno mi zająć maksymalnie jedną. Ale cóż w końcu dojechałam. Morze. Plaża. Drewniany domek babci, która zmarła 2 lata temu. Jej mogłam wszystko powiedzieć. Bez wahania. Zawsze mnie wysłuchała i udzielała najlepszych rad na świecie. Siadałyśmy pod drzewem przy plaży i rozmawiałyśmy. Otworzyłam drzwi i poczułam jej zapach. Pobiegłam do jej pokoju i wskoczyłam na łóżko. Chciałam jej wszystko opowiedzieć. Chciałam, żeby dała mi radę, która na pewno by się sprawdziła. Chciałam, żeby mnie teraz przytuliła. Chciałam. Ale nie mogłam. Zasnęłam.
***
Obudziłam się o 12:00 nie za wcześnie. Wstałam i 
poszłam do kuchni. Zagotowałam wodę i zaparzyłam sobie herbatę. Wyciągnęłam biszkopty i każdego z nich zanurzałam w gorącej cieczy, a potem trafiały do mojego brzucha. Uwielbiałam  tu przyjeżdżać. Tu jest tyle wspomnień. Chciałabym mieć kiedyś taki dom. Nad morzem. Z ogromną pustą plażą. Poszłam się umyć. Odkręciłam kurek i po moim ciele spłynęła lodowata woda. Odskoczyłam jak poparzona, chociaż było odwrotnie. Chwilę poczekałam i po chwili na plecach poczułam ciepłą wodę. O wiele lepiej. Ubrałam się w stare ubrania i wyszłam na dwór. Poszłam w stronę ogródka. Byłam ciekawa czy coś tu jeszcze rośnie. Przydałoby mi się gdybym została tu na dłuższą metę. Otworzyłam drewnianą furtkę i byłam zdziwiona. Wszystko było takie samo. Wygracowane, podlane, a przede wszystkim gotowe do zjedzenia. Ale jak to tak? Przecież ktoś 
musiał o to dbać! Tylko kto? Nie mam pojęcia. No cóż będę się musiała dowiedzieć. Wyszłam na plażę. Stanęłam przodem do morza i czekałam na jakiś znak. Znak od wróżek? Od babci? Nie wiem. Zawiał wiatr. Tu było moje miejsce. Mogłam zostać tu na zawsze. Ale w końcu ktoś mnie znajdzie. Tu mogłam spokojnie oddychać. Byłam sama, ale czułam, że moja babcia stoi koło mnie i mnie pociesza. Było mi dobrze, ale nie na tyle, żeby się uśmiechać. Chcę mu wybaczyć. Tak bardzo chcę. Bo to był jeden głupi pocałunek, prawda? Ale to zabolało jak zdrada. Jeszcze muszę poczekać. Jeszcze nie jestem w stanie mu wybaczyć. Poszłam na spacer. Szłam dość długo. Potem zawróciłam, bo już się ściemniało. Położyłam się na łóżku i włączyłam telewizor. Zaczął mi dzwonić telefon. Wyciągnęłam rękę i spojrzałam na ekran. Mama. Miliony razy mama, Henry, Dan, Tom, Nath i Chris. Tysiące sms’ów od Tom’a i Nath. Już sobie wyobrażam co tam się dzieje. Ogłoszenia po całym osiedlu. A nawet mieście. Zaangażowana policja. Pewnie tak. Ale ja chciałam być sama. Na trochę. Muszę wszystko przemyśleć. Kiedy mój telefon ucichł powoli zaczęłam zasypiać. Niestety dźwięk sms’a mnie rozbudził. Zapominając, że jestem prawdopodobnie poszukiwana spojrzałam na treść.

Od: Chris
Gdziekolwiek jesteś nie rób nic głupiego.
Nie przeżyłbym tego.


Zaczęłam szlochać. A raczej płakać. Tęsknię za nim. Bardzo. Wstałam i poszłam do łazienki. Wpadłam w jakąś furię. Stanęłam przed lustrem i zaczęłam w nie rzucać czym popadnie. W końcu pękło na milion kawałków. Usiadłam na podłodze. Wzięłam kawałek szkła i zaczęłam nim lekko jeździć po nadgarstku. Potem przydusiłam mocniej. Pojawiła się kropla krwi. Pozwoliłam, żeby spłynęła wzdłuż ręki. Przestałam płakać i uspokoiłam się. Dopiero po 10 minutach ocknęłam się i zrozumiałam co zrobiłam. Wstałam i poszłam spać. Załamana swoim zachowaniem.

___________________________

No i jest kolejny!
Może być?
Znowu wolne!
Życzę Wam wszystkim faajnego i cieplutkiego długiego weekendu !

niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział 26 "My life and love"

Zaciągnęły mnie za rękę i weszłyśmy na stół. Wiedziałam co się święci i wcale mi to nie przeszkadzało. Zaczęłyśmy tańczyć, a inni zaczęli gwizdać. Gdybym nie była spita, pewnie nigdy w życiu bym czegoś takiego nie zrobiła. Ale raz się żyje. 
- Holly! – krzyknął Dan, ale ja go całkowicie olałam. Bawiłam się i miałam wszystkich w dupie. Nic mnie nie obchodziło i wszystko było by fanie gdyby nie jakiś koleś. Złapał mnie za nogi i zaczął nieść mnie na rękach w stronę wyjścia. Zaczęłam się śmiać. Popatrzyłam na twarz chłopaka. Chris. Mogłam się tego domyślić. Mogłam. Był zły, jakby zaraz miał kogoś zabić i jednocześnie smutny, jakby coś go uraziło. Wyszedł z klubu i wsadził mnie do auta. Myślałam, że siądzie obok mnie, ale on oparł się o samochód i czekał. Wyszedł Dan. Chris do niego podszedł i uderzył pięścią prosto w twarz. Wybiegła reszta przyjaciół. Patrzyli ze zdziwieniem. Wyskoczyłam jak oparzona z auta.
- Mówiłeś, że będziesz jej pilnować idioto!
- Chris! – krzyknęłam, a on przydusił Dan’a do ściany.
- Wracaj do auta Holly!
- Puść go – syknęłam.
- Upił cię i pozwolił robić upokarzające rzeczy!
- Nikt mi nie kazał pić! – uderzył go jeszcze raz, a ja wskoczyłam mu na plecy. Chciałam go lekko poddusić, ale nie miałam tyle siły. – Puszczaj go! – krzyknęłam jeszcze raz. Zapadła cisza. Słyszałam tylko swój i jego oddech. W końcu go puścił. Zeskoczyłam z niego i wtuliłam się w Dan’a.
- Przepraszam was – powiedziałam zaczynając płakać. Odwróciłam się i wsiadłam do samochodu. Szepnęłam do Chris’a:
- Zadowolony jesteś?
- Nie wiadomo co mógł ci później zrobić. A jeżeli chciał cię tylko wykorzystać?
- Od kiedy robisz za moją matkę czy ojca, co?
- Martwię się o ciebie. Już ci mówiłem. Kocham cię i nigdy nie przestanę. Przemyśl to wszystko.
- Jak mam to przemyśleć? – krzyknęłam – Cały czas za mną chodzisz! Nie mam chwili samotności!
- Masz jej aż za dużo – podjechał pod blok. Wysiadłam trzaskając drzwiami. Pobiegłam do domu.

****
Rano obudziłam się z okropnym bólem głowy. Sięgnęłam ręką po białą tabletkę i popiłam ją wodą. Co ja wczoraj robiłam? Co się wczoraj wydarzyło? Nic nie pamiętałam. Ale dowiedzieć mogłam się tylko od jednej osoby. Od Dan’a. Chwyciłam telefon i napisałam:

Do: Dan
Możesz wpaść?

Po chwili mi odpisał:

Od: Dan
Zaraz będę.

Ucieszyła mnie jego odpowiedź. Wstałam. Zakręciło mi się w głowie i nagle usiadłam na łóżko. Potem spróbowałam jeszcze raz. Teraz było okey. Poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem. Wyglądałam – nie nie chcielibyście widzieć, jak wyglądałam. Na dodatek śmierdziało ode mnie alkoholem. Wskoczyłam pod prysznic. Odkręciłam kurek. Po ciele spływała mi lodowata woda. Czułam się lepiej. Nie wiem czy zadziałały leki, czy zimna woda, ale to nie było ważne. Wytarłam się i wciągnęłam na siebie luźne ubrania. Ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi. Pobiegłam otworzyć, bo wiedziałam, że to Dan. I tak było. Otworzyłam drzwi i stanęłam jak wryta. Dan miał rozciętą brew. O nic się nie pytałam. Domyślałam się, że to skutek wczorajszej nocy. Wszedł do środka. Mocno go przytuliłam. Za bardzo nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Zaciągnęłam go do pokoju. Usiedliśmy na łóżku.
- Dan.
- Słucham?
- Niczego nie pamiętam.
- Wiem – podeszłam do szafki i wyciągnęłam plaster i wodę utlenioną.
- Ta rana to przeze mnie, prawda? – spytałam dezynfekując ranę.
- Nie. To nie twoja wina.
- Na pewno. Opowiedz mi. Muszę mieć świadomość co się stało.
- Upiłaś się. Zaczęłaś robić głupie rzeczy.
- Jakie? – niepewnie zapytałam.
- Tańczyłaś na stole.
- Co jeszcze?
- Pocałowałaś mnie – zamurowało mnie. Nigdy więcej nie mogę się upić.
- Ale to nie wszystko, prawda?
- Tak. Przyszedł Chris i cię stamtąd zabrał. Później mi się za to oberwało.
- Ale to nie była twoja wina!
- Była.
- Nie! Wcale, że nie! Dan przepraszam cię – schowałam twarz w dłoniach.
- Nie przepraszaj. On cię bardzo kocha. Ja też bym tak zrobił. To normalne.
- Pobiłbyś mojego przyjaciela, wiedząc, że to bardzo mnie boli?
- Jeżeli byłby powód to tak.
- A on nie miał powodu.
- Miał – przytulił mnie. 
- Przepraszam cię za to wszystko. Za tą ranę, za ten pocałunek i wszystkie problemy.
- Nie przepraszaj. Kocham cię – zaczęłam płakać w niego wtulona.
- Dan.
- Tak?
- Zostań ze mną. Proszę.




________________________________

Krótki czy mi się tylko wydaje ?
Jak Wam się podoba ?
Mam dla Was pewną informację.
Mianowicie zostałam adminką na stronie z opowiadaniami na facebook'u:
https://www.facebook.com/opowiadanie16
Piszę tam zupełnie inne opowiadanie !
Zapraszam ;)
A jeżeli macie jakieś pytania lub uwagi lub pochwały^^ dla mnie to tutaj:
http://ask.fm/opowiadania33
Możecie też pytać o bohaterów czy co Wam wpadnie do główki :)
Trzymajcie się ;*

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 25 "My life and love"

Przez jakieś 5 dni siedziałam w domu. Nigdzie nie wychodziłam. Z nikim się nie spotykałam. Nie płakałam, nie śmiałam się. Wszystko było mi obojętne. Zadzwonił Dan.
- Hej Dan!
- Cześć Holly! Słuchaj, dasz się jutro gdzieś wyciągnąć?                  
- Nie, chyba nie. Nie powinnam, a zresztą nie mam ochoty.
- Musisz.
- Wcale nie.
- Tak. Jutro są moje urodziny, więc dla mnie to zrobisz dobrze?
- Nie Dan. Proszę cię – zaczęłam marudzić.
- Nie pójdziemy sami, idą jeszcze moi znajomi.
- Jeszcze lepiej.
- No weź! Idziesz idziesz. Przyjadę po ciebie o 20:00.
- Niech zgadnę o tej porze to pewnie pójdziemy do klubu, prawda?
- Będziesz się świetnie bawić. Obiecuję – westchnęłam – No to jesteśmy umówieni. Trzymaj się!
- Pa – szepnęłam. Rozłączył się. To jutrzejszy dzień miałam tak jakby zaplanowany.

****
Ubrałam się w mój ulubiony strój. Wygodny, w pewnym sensie elegancki i jednocześnie idealny na imprezę. Czarne krótkie spodenki, czarne wysokie buty z ćwiekami, czarna luźna, prześwitująca bluzka i czarna skórzana kurtka. Wszystko czarne. Włosy zakręciłam w loki. Stanęłam przed lustrem. Po co ja tam idę? Jeżeli go nie ma wszystko jest do dupy. Co z tego, że cały czas mnie obserwuje i nie pozwoli, żeby mi się cos stało, skoro ja tego nie mogę mu zapewnić? Co z tego, skoro chcę, żeby teraz trzymał mnie za rękę i powalał tym swoim wzrokiem, ale nie potrafię mu wybaczyć? Jestem beznadziejna. Jestem uparta i wszystkich ranię. Dostałam sms’a.

Od: Dan
Czekam księżniczko :)

Księżniczko. Jak to słowo teraz bolało. Tylko Chris tak mógł do mnie mówić. Tylko przy nim to słowo nabierało prawdziwego znaczenia. Krzyknęłam, że wychodzę i wybiegłam. Już robiło się ciemno. Dochodząc do auta zobaczyłam zarys twarzy jakiegoś chłopaka. Był bardzo podobny do Chris’a. Jednak nie zdążyłam mu się dokładnie przyjrzeć. A może to tylko mój mózg próbuje mi uświadomić, jak bardzo za nim tęsknię? Dan wyszedł i otworzył mi drzwi. Usiadł z tyłu obok mnie. Byłam tym zdziwiona, jednak po chwili zrozumiałam. On miał dopiero i już 17 lat. Nie mógł prowadzić, ale do klubów chyba też nie powinien zaglądać.
- Nie jesteś za mały na zabawy w klubach? – zapytałam.
- Możliwe, ale mój ojciec jest jednym z tych ważnych i dlatego mogę.
- Media się tobą nie interesują?
- Raczej nie – uśmiechnął się. Za bardzo nie rozumiałam. Jednak teraz mnie to nie obchodziło. Jak coś to on będzie miał problemy nie ja. Jestem świetną przyjaciółką prawda? – Ślicznie dziś wyglądasz księżniczko – dotknął mojej ręki.
- Dziękuję, ale nie mów do mnie księżniczko, okey?
- Jasne – posmutniał. Dojechaliśmy. Przed wejściem czekali na nas jego znajomi. Przedstawili się: Amber, Louis, Patty, Conrad i Felix. Fajni ludzie. Weszliśmy do środka i usiedliśmy przy zarezerwowanym dla nas stoliku.
- To kto idzie po drinki? – zapytał Felix klaszcząc w dłonie. Wszyscy popatrzyli na mnie i na Patty – czarnowłosą dziewczynę z czekoladowymi oczami. Była przepiękna. Uśmiechnęłyśmy się do siebie.
- No dobra, niech wam będzie – przeszłyśmy do barmana.
- Poproszę sześć razy – powiedziałam, ale Patty nagle mnie poprawiła.
- Siedem. Dan pije – coraz więcej faktów o tym chłopaku. To powoli mnie przerażało.
- Jak to? Przecież…
- Ale pije. Też mu to mówiłam, ale się uparł. Nie znałaś go od tej strony, prawda?
- Nie – westchnęłam. Patty była miłą dziewczyną. Podejrzewałam też, że podkochuje się w Dan’ie. Widziałam, jak na niego patrzy. Wszyscy się cudownie razem bawiliśmy. Dawno nie byłam na tego typu zabawie. Chyba w sumie tego potrzebowałam. Co chwila sięgałam po szklankę z alkoholem.
- Holly, może już wystarczy? – upomniał mnie Dan.
- Piję na własną odpowiedzialność. To ty powinieneś uważać – burknęłam. -  Znalazł się tatuś.

- Zatańczysz? – podał mi rękę. Uśmiechnęłam się. Przetańczyliśmy z 10 piosenek. Potem dołączyła do nas cała reszta. Świetnie, było naprawdę świetnie. Czułam się wolna. Nie tęskniłam już za Chris’em. Miałam nowych przyjaciół. Chociaż w sumie to chyba byłam już pijana. Nie kontrolowałam swoich myśli i czynów. Nagle przyciągnęłam do siebie Dan’a i go pocałowałam. Potem się do niego uśmiechnęłam. Był jakiś zmieszany. Jakby jednocześnie się cieszył i był zły. Podeszły do mnie jakieś nieznajome dziewczyny…

________________________________

Ale się kończy !
 będzie się działo w następnym rozdziale ?
Nie wiem czy mam jakiś czytelników 3gimnazjum.
Jeśli tak to jak po testach?
3małam za Was kciuki !

Rozdział 24 "My life and love ?"

W TYM ROZDZIALE POJAWIAJĄ SIĘ OSTRE OKREŚLENIA WIĘC CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ 

Tylko dlaczego ja to robię? Wyszłam z domu  o 24:00. Wszyscy już spali. Ubrana w urzekające i przykuwające uwagą ciuchy szłam przez park. Byłam pewna siebie. Siedział tam. Chris. On tam siedział. Na tamtej ławce. Wiedziałam, że tam będzie, dlatego teraz wyszłam. Ale po co? Jednocześnie chcę dwóch rzeczy: skrzywdzić go i znów mieć go przy sobie. Tyle, że nie jest to takie  proste. Szłam przed siebie. Zobaczyłam kilku gości na motorach. Znałam ich, a oni dobrze znali mnie. Byli napalonymi facetami, ale mnie traktowali jako swoją koleżankę? Chyba tak. W stosunku do mnie zachowywali się naprawdę spoko, w porównaniu do innych dziewczyn. Podeszłam do nich bliżej. Byłam pewna, że Chris stoi kilka metrów za mną. Chciałam to wykorzystać.
- Wskakuj mała! Zabawimy się! – krzyknął jeden z nich. Podeszłam do nich jeszcze bliżej.
- Holly! – krzyknął Chris. Ja się nie odwracałam. Miałam go w tym momencie gdzieś. Wsiadłam na motor i ścisnęłam rękoma talię jednego z nich. Nie widziałam jego twarzy.
- Jedź – rozkazałam facetowi w skórzanej kurtce. Zapalił światło i odpalił silnik.
- Holly! – krzyknął ponownie Chris.
- Jedziemy – ruszył. Jechaliśmy naprawdę szybko. Było mi zimno. Mogłam przemyśleć w co się ubieram. Trochę się bałam, ale to nie było teraz istotne. Żołądek podszedł mi do gardła, kiedy po paru minutach przed nami pojawił się czarny samochód. Z piskiem opon i my i on się zatrzymaliśmy.
- Co to za idiota?! – warknął kierowca motoru. Z czarnego auta wysiadł Chris. Mogłam się tego spodziewać. Podszedł do mnie.
- Wsiadaj do auta – powiedział.
- Chciałbyś. Nigdzie z tobą nie jadę. Spadaj. Ruszajmy.
- Jak chcesz mała – odpalił silnik, a Chris zaciągnął mnie z motoru i złapał za nogi. Przewiesił mnie przez swoje plecy.
- Puszczaj mnie! Chris! Puszczaj idioto! – zaczęłam się wyrywać, ale to nic nie dało. Zaniósł mnie do samochodu. Usiadł za kierownicą i z piskiem opon odjechał.
- Pojebało cię? – warknęłam.
- To ja powinienem ci zadać to pytanie – mówił obojętnym głosem.
- To moje życie i ja decyduje co robię.
- Mogło ci się coś stać.
- Kurwa, odwal się ode mnie!
- Nie mów tak.
- Teraz mi będziesz udzielał korepetycji z mowy? Daruj sobie.
- Holly!
- Czego?
- Nie pozwolę, żeby ci się coś stało, rozumiesz?
- Zatrzymaj się – zrobił to, co mu kazałam. Wysiadłam. On też.
- Czego taka jesteś?
- Może dajmy sobie już spokój co? Zraniłeś mnie i to bardzo. Teraz pytasz się mnie, dlaczego taka jestem, co mi oznacza jesteś okropna i mam cię już dość. Ale wiesz co? Ja też mam cię już dość – zaczęłam iść.
- Nie jesteś okropna. Dla mnie jesteś idealna. Nigdy nie będę miał cię dość. Ile razy mam ci to mówić?
- Wystarczy, że już to udowodniłeś ze swoją starą znajomą.
- Tłumaczyłem ci, że to ona zaczęła. Ja nic do niej nie czuję. Zero. Wybacz mi Holly!
- Daj mi święty spokój. Pamiętasz, jak mi mówiłeś, że jeśli ja jestem szczęśliwa to ty też jesteś? Więc jeśli to jest prawda to daj mi spokój.
- Gdybym tylko miał pewność, że nic ci się nie stanie. Gdzie idziesz?
- Do domu.
- Odwiozę cię.
- Nie trzeba.
- To jakieś 10 kilometry stąd.
- Tudno.
- Holly – byłam zła, ale jeśli rzeczywiście mam do przejścia 10 kilometrów to o tej porze został tylko Chris. Odwróciłam się i wsiadłam do samochodu. Jechaliśmy w ciszy, ale oczywiście pod blokiem ktoś musiał się odezwać.

- Masz prawo mnie za to nienawidzić, ale daj mi to naprawić. Daj mi szansę – popatrzyłam się w jego oczy. Jezu! Jak ja ich potrzebowałam. Jak ja za nimi tęskniłam. Po dłuższej chwili odwróciłam wzrok i poszłam do domu. Resztę nocy spędziłam na wylewaniu łez w poduszkę.

___________________________

Kolejny rozdział !
Poproszę o komentarze !
Byliście mokrzy w poniedziałek?
Ja miałam niezłą przygodę (zajrzyjcie na aska) :P
Kocham Was ! :*